Autor:

2016-02-19, Aktualizacja: 2016-02-26 15:27 źródło: Naszemiasto.pl

Michał Braum: Jak zrobić dobry klip? Stawiam na klimat, nie tworzę niepotrzebnych bytów

- Teraz do zrobienia teledysku wystarczy smartfon, dlatego teoretycznie każdy może go stworzyć - mówi Michał Braum, twórca grupy artystycznej ImagePro, reżyser teledysków m.in. Artura Rojka, Zakopower, Jacka Wójcickiego czy Tomka Lipińskiego. Jego klipy były nominowane do Fryderyków i Yachów. W rozmowie z naszemiasto.pl Michał Braum, filmowy samouk, opowiada nam m. in. o klipach kręconych w areszcie i "Beksie".

Za klip do „Beksy” Artura Rojka otrzymał Pan nominację m. in. do Fryderyków i Yachów, wideo ma też ponad pięć milionów wyświetleń na YouTube. Realizacja tego klipu i późniejszy sukces to przełom w Pańskiej karierze?

Z tym przełomowym dla mnie teledyskiem mam chyba najwięcej wspomnień. Przy jego realizacji działo się bardzo dużo dziwnych rzeczy. Zaczęło się od tego, że w parku, w którym akurat realizowaliśmy zdjęcia, jakiś mężczyzna popełnił samobójstwo. To nami mocno wstrząsnęło. W tym samym czasie operatora pogryzł pies, który nie wyglądał na szczepionego i trzeba było jechać do szpitala. W areszcie śledczym też nie było za ciekawie. To zdecydowanie najgroźniejsze miejsce, w którym przyszło nam kręcić. Dyrekcja i strażnicy byli dla nas bardzo mili i pomocni, ale mijani więźniowie, klimat tego miejsca zrobił na nas i na Arturze Rojku przygnębiające wrażenie. To zupełnie inny świat. Nie rozpieszczała nas też pogoda. Cały czas padało, było bardzo nieprzyjemnie i zimno. Musieliśmy wstrzeliwać się ze zdjęciami w momenty, kiedy padało mniej. Ostatecznie powstał teledysk, który był nominowany do m.in. Fryderyków i Yachów. Stał się bardzo ważnym dokonaniem w mojej karierze.



Pierwszy klip wyreżyserował Pan dla zespołu Hey w 2009 roku. Jak doszło do tego, że zaczął się Pan zajmować teledyskami?

Pracowałem już wtedy od dawna w telewizji, ale czułem, że się nie rozwijam, że potrzebuję nowych wyzwań. Zastanawiałem się, w którym kierunku powinienem pójść. Realizacja teledysku wydawała mi się naturalnym połączeniem moich dwóch głównych pasji: filmu i muzyki. Pamiętam, że pewnego dnia napisałem maila do project managera Hey z pytaniem, czy może chcieliby, żebym nakręcił im klip. Miałem szczęście, bo akurat zespół szykował się do premiery albumu i temat promocji nie był zamknięty. Jeszcze większym szczęściem było to, że chcieli zaryzykować i dać mi szansę. Za to jestem im, czyli Gosi Taklińskiej i Kasi Nosowskiej, bardzo wdzięczny.

Każdy może zostać twórcą teledysków?

Teoretycznie tak. Jako samouk, sam jestem tego przykładem. Nie skończyłem żadnej szkoły filmowej, często działam intuicyjnie. Od kilku lat rynek zalewany jest coraz tańszym i lepszym sprzętem fotograficzno-filmowym. Dość łatwo i szybko można się wyposażyć w cyfrówkę, oświetlenie i resztę sprzętu.
Do nakręcenia klipu wystarczy nawet smartfon. Jest nieporównywalnie łatwiej niż kiedyś, kiedy ceny były wyższe, mniejsza dostępność wszystkiego, ale technika to jednak nie wszystko. Ona pomaga w realizacji teledysku, ale sama go nie stworzy. Trzeba wiedzieć, jak i po co z niej korzystać.


Pan może być przykładem tego, że nie potrzeba wiele, jeśli chodzi o sprzęt. Pańskie plany zdjęciowe prezentują się raczej skromnie.

Faktycznie, nie wyglądają pod tym względem imponująco. Wynika to głównie ze stylu, który wypracowałem, jak i kręcenia zdjęć przy zastanym świetle. Również moja ekipa jest minimalna na tyle, na ile to możliwe i składa się z osób, którym całkowicie ufam. Bardzo często artyści wspominają, że u mnie na planie pracuje się dobrze dlatego, że nie jestem zwolennikiem tworzenia niepotrzebnych bytów, że tworzymy zgrany kolektyw. U mnie każdy ma wiele zadań.



© Elżbieta Jaśkowska

Michał Braum z lewej.


Zdarza się Panu walczyć z pokusą skorzystania z nowinek technicznych i stworzenia małego planu filmowego?

Ale mój plan właśnie jest mały. Jeżeli to zdaje egzamin, to nie widzę potrzeby, żeby go sztucznie powiększać. Cały czas jednak trzymamy rękę na pulsie, przeglądamy nowinki techniczne. Czasem mam takie wrażenie, że ekipy otaczają się masą nieużywanego sprzętu, co przypomina trochę puszczenie pary w gwizdek. To specyfika realizacji tej konkretnej formy filmowej. Przy filmach fabularnych mój plan zdjęciowy na pewno będzie wyglądał zupełnie inaczej.

Walka z czasem to dla Pana codzienność w tym zawodzie?

Czasu zawsze jest zdecydowanie za mało. To może, ale nie zawsze musi przeszkadzać w realizacji teledysków. Gdybym jednak mógł to zmienić, zasugerować coś osobom decyzyjnym, to zostawiłbym zdecydowanie więcej czasu na pre- i postprodukcję.

Wytwórnie traktują teledyski jako zło konieczne, stąd problem z brakiem czasu?

Nie wiem, jakie podejście mają wytwórnie. Interesuje mnie za to podejście artystów. Cieszę się, kiedy widzę u nich ekscytację wywołaną realizacją klipu. Są muzycy, którzy bardzo zwracający uwagę na to, jak obrazek poszerzy percepcję utworu. Inni z kolei skupiają się na tym, by po prostu ładnie wyglądać w kamerze, gdy tańczą i śpiewają.

Emocje mogą budzić kwoty, jakie są przeznaczane na teledyski. To dochodowy interes?

Realizacja teledysków to nie tylko moja pasja, ale i główne źródło dochodów. Oprócz tego realizuję relacje z festiwali muzycznych, spoty, czołówki oraz filmy promocyjne. Oczywiście nie mogę z wiadomych powodów podać konkretnych kwot, ale zdarzało mi się pracować już na skrajnie różnych budżetach. Gdy jakiś projekt spodoba mi się i poczuję, że razem możemy stworzyć coś ciekawego, to jestem w stanie zrobić to z niskim budżetem. Od artystów, którzy są obecni na rynku od wielu lat, słyszałem, że w latach dziewięćdziesiątych budżety były wielokrotnie większe niż teraz. Wtedy było więcej okazji, żeby teledysk pokazać w telewizji. Teraz jest to głównie internet.


© Elżbieta Jaśkowska

Na planie teledysku "Zaklinam czas" z Anną Dymną

Z polskimi teledyskami jest trochę jak z polskim kinem, które nie ma szans konkurować z epickimi filmami z Hollywood, dlatego lepiej zostać przy produkcjach oszczędnych w środkach niż narażać się na śmieszność próbą stworzenia polskiego „Szeregowca Ryana”.

Oglądam dużo teledysków, głównie jednak zagranicznych. Niektóre produkcje bardzo mnie inspirują. Co ciekawe, nie są to rozbuchane rzeczy. Mają za to swój klimat, który ładnie koresponduje z utworem. Mają to coś, co pozostaje w głowie. Takie właśnie teledyski staram się realizować.

Łatwo przekombinować teledysk?

Łatwo, szczególnie, kiedy robi się to po raz pierwszy lub po raz pierwszy dostaje się propozycję na realizację klipu dla znanego artysty. Taki przekombinowany teledysk nie spełnia swojej funkcji. Nie poszerza percepcji tekstu albo nie prowokuje do własnej interpretacji, a to moim zdaniem główny cel klipu.

Możemy mówić o polskim stylu robienia teledysków?

W ostatnich latach chyba taki styl powoli powstaje. Mamy określone możliwości, warunki. Budżetowe, ale i pogodowe również. Zdarzało mi się już wyjeżdżać za granicę, żeby znaleźć odpowiednie warunki do realizacji zdjęć. Dam też inny przykład. Kiedyś zdjęcia do teledysku trwały najczęściej kilka dni. Teraz najczęściej jest to jeden dzień zdjęciowy i kilka dni na montaż. Takie warunki często definiują nam podejście do tematu.



Co jest dla Pana wyznacznikiem tego, że teledysk jest udany?

Wszystko jest miłe: obecność w podsumowaniach roku, plebiscytach, nominacje czy nagrody. Dla mnie osobiście niezwykle ważne jest to, co po ukończeniu realizacji słyszę od artystów, czy to, że po prostu do mnie wracają kolejny raz. Od niektórych słyszę, że po raz pierwszy mają teledysk, który tak dobrze pasuje do konkretnego utworu. To jest dla mnie wyznacznik.

Przez ostatnie lata powstał zawód reżysera teledysków?

Ciężko powiedzieć. Nie znam oczywiście wszystkich reżyserów. Znam jednak niektórych, innych obserwuję. Są więc tacy, którzy tworzą dużo, są też tacy, którzy wypuszczają ciekawe rzeczy, ale bardzo rzadko. Co więc robią na co dzień? Nie mam pojęcia. Dość często zdarza się też tak, że teledysk reżyseruje osoba pracująca głównie w branży reklamowej i taki klip jest dla niej czymś okazjonalnym.

Rozmawiał Damian Dragański, dziennikarz warszawa.naszemiasto.pl



Komentarze (0)

Podane dane osobowe będą przetwarzane przez Polska Press Sp. z o.o. z siedzibą w Warszawie. Podanie danych jest dobrowolne. Pozostałe informacje na temat celu i zakresu przetwarzania danych osobowych oraz Twoich praw znajdziesz w Polityce Prywatności. Dodając komentarz, akceptujesz regulamin oraz Politykę Prywatności.

Zaloguj się / Zarejestruj się!

Brak komentarzy. Możesz być pierwszy!