Autor: Mariola Szczyrba

2016-02-26, Aktualizacja: 2016-03-29 13:24

Ten Polak zdobył cztery Oscary, choć nie nakręcił żadnego filmu

Wynalazek polskiego inżyniera zrewolucjonizował Hollywood, radio i telewizję. Z magnetofonu Nagra korzystał Biały Dom, a także himalaiści na szczycie Mont Everestu i szpiedzy Stasi. To dzięki niemu mogliśmy usłyszeć słowa Neila Armstronga stąpającego po Księżycu: "To mały krok dla człowieka, ale wielki dla ludzkości". Tak samo było zresztą z wynalazkiem Kudelskiego.

Jest rok 1978, uroczysta gala w Hollywood. Maggie Smith, aktorka znana dziś m. in. z filmów o Harrym Potterze oraz Maureen Stapleton wyczytują nazwisko zdobywcy Oscara w kategorii naukowo-technicznej:
– Nagrodę Akademii zdobywa... Stefan Kudelski!

Wybuchają gromkie brawa. Po chwili na scenie pojawia się uśmiechnięty 50-letni mężczyzna w okularach. – Dziękuję bardzo! – zaczyna swoją przemowę po francusku, by po chwili przejść na angielski : – Będę pamiętał o tym zaszczycie przez całe życie.

W sumie Stefan Kudelski otrzyma cztery nagrody Amerykańskiej Akademii Filmowej (w tym dwie statuetki Oscara i dwa certyfikaty) oraz dwie nagrody Emmy, a o jego wynalazkach usłyszy cały świat.


Stefan Kudelski odbiera Oscara w 1978 r. Oglądajcie od 1'42

Zostanę ministrem bez teki

W jego rodzinie było wiele wybitnych postaci. Stefan Kudelski urodził się 27 lutego 1929 roku w Warszawie. Ojciec i dziadek skończyli Politechnikę Lwowską, matka – Irena - była antropologiem. Dziadek Stefana od strony ojca – Jan Tomasz - zasłynął jako architekt miejski Stanisławowa. Ojciec, Tadeusz, walczył z Ukraińcami w obronie Lwowa w 1918 roku. Był adiunktem profesora Kazimierza Bartla, później trzykrotnego premiera, który ściągnął go do Warszawy. Ojcem chrzestnym Stefana został prezydent stolicy, Stefan Starzyński, a w willi Kudelskich na Mokotowie bywało wpływowe towarzystwo, z generałem Kazimierzem Sosnkowskim na czele.

Nic zatem dziwnego, że kiedy małego Stefana pytano, kim chce zostać w przyszłości, odpowiadał: - Ministrem bez teki! – wspomina w swojej książce "Kresy Kresów Stanisławów" Tadeusz Olszański, przyjaciel Kudelskiego z dzieciństwa.

Bimbuś i jego laboratorium

Matka Stefana, Irena, co roku przyjeżdżała z synem do rodzinnego Stanisławowa.

„Stefan, nazywany przez babcię Irmę po węgiersku Bimbo, co znaczyło Kwiatuszek, był zupełnie innym chłopcem niż wszyscy moi stanisławowscy koledzy i rzeczywiście był niezłym kwiatuszkiem! – pisze w swojej książce Olszański. - Imponował mi nie dlatego, że choć niższy udawał starszego ode mnie - wręcz przeciwnie, akurat to było powodem, iż od czasu do czasu tłukliśmy się w ogrodzie - ale z tego względu, że miał niezwykłe zainteresowania. Razem z kolegami bawiliśmy się głównie w wojsko i byliśmy dumni ze swoich pudełek z ołowianymi żołnierzykami, a Bimbuś interesował się znacznie poważniejszymi zabawami”.

W piwnicy, obok willi babci, urządził sobie coś na kształt laboratorium. „W kopcu było ciemno i wchodziło się tam z latarką albo z zapaloną świecą, a Stefan w tym swoim pomieszczeniu miał małe dynamo, mnóstwo różnych drutów, przewodów, żarówki i cały czas majstrował nad własnym oświetleniem. Naprzód sam kręcił korbką, potem mnie kazał nią kręcić i żaróweczki rozbłyskały światłem, a nawet paliły się przez dłuższy czas. Czasem coś strzelało, pękało i wtedy przy świeczkach od nowa zaczynała się cała zabawa” - pisze Olszański.

Kiedyś, podczas wakacji Stefan podłączył go do jakiegoś przewodu i potężnie nim kopnęło. Na szczęście wszystko skończyło się na strachu.



© mat. prasowe Kudelski Group

Stefan Kudelski i jego wynalazek.


Pierwszy magnetofon

Kiedy we wrześniu 1939 roku wybuchła wojna, Kudelscy wyjechali z Warszawy. Przez Rumunię i Węgry udało im się dotrzeć do południowej Francji. Ojciec Stefana związał się w Paryżu z ruchem oporu, natomiast żonę i syna wysłał do Szwajcarii. Gdy konspiracyjna siatka została rozpracowana przez Niemców, Kudelski dołączył do rodziny.

Stefan coraz bardziej interesował się elektroniką i techniką. Skończył gimnazjum we Florimont. W 1948 r. rozpoczął studia na wydziale fizyki i inżynierii fizycznej na politechnice w Lozannie. Po czwartym roku doszedł do wniosku, że szkoda czasu na szkołę i zaczął pracować nad własnymi projektami. Zajmował się m.in. mierzeniem dokładności zegarów przy użyciu generatorów kwarcowych. Urządził warsztat na zapleczu kuchni i tam w 1951 r. skonstruował swój pierwszy magnetofon Nagra (nazwa pochodziła oczywiście od słowa „nagrać”). Co ciekawe, później otrzymał za niego doktorat honoris causa tej samej politechniki w Lozannie, którą porzucił.

Szukał patentu na obrabiarki

Nazwę Nagra otrzymała też założona przez Kudelskiego firma. Magnetofon szpulowy Stefana był wielkości pudełka po butach i ważył zaledwie 4,9 kilograma. Co ciekawe, młody inżynier początkowo szukał patentu na obrabiarki, a Nagra wyszła właściwie przez przypadek.

„Początkowo chodził mi po głowie pomysł, by użyć taśmy magnetycznej, którą zobaczyłem w dawnych magnetofonach wojskowych, jako pamięci do sterowania maszyn, obrabiarek. Postanowiłem się tym zająć. Byłem jeszcze studentem. Musiałem w tym celu zaznajomić się z techniką nagrywania. Szukałem patentu na obrabiarki, a skonstruowałem urządzenie do nagrywania. Zrobiłem tak mały aparat, że zachwycone nim rozgłośnie radiowe zaczęły mnie prosić, bym zaczął produkcję” – opowiadał Kudelski w wywiadzie dla Polskiego Radia.

Wynalazek zdobył pierwszą nagrodę na wystawie The First International Amateur Recording Contest w Lozannie. Dziennikarz Karol Szyndzielorz opowiadał w audycji "Widnokrąg" Polskiego Radia, że niemiecka firma AEG zaoferowała Kudelskiemu za patenty 200 tys. marek. "Przymierał głodem (...) – mówił o polskim inżynierze dziennikarz. – Jego żona mi opowiadała, że ta cena, którą AEG mu zaproponowała, uczyniła go niezwykle podejrzliwym. Powiedział: - Ewa, jeśli oni mi proponują 200 tysięcy, to jestem wart co najmniej pół miliona. Nie sprzedajemy".



© mat. prasowe Kudelski Group

Młody Stefan Kudelski z magnetofonem Nagra.


Nagra na Mont Evereście

Postawił na własną produkcję. Jego fabryka w Lozannie zatrudniała już wkrótce 200 osób. W 1952 roku Nagra wzięła udział w szwajcarskiej ekspedycji na Mont Everest, a w 1960 r. odkrywca Jacques Piccard użył magnetofonu Kudelskiego podczas zanurzenia batyskafu Trieste na głębokość 10916 m u wybrzeży wyspy Guam. Osiągnął wówczas dno Rowu Mariańskiego, najgłębszego miejsca na Ziemi.



Dzięki magnetofonowi Nagra mogliśmy usłyszeć słowa Neila Armstronga, pierwszego człowieka, który wylądował na Księżycu

Magnetofony Nagra zamówiły u Kudelskiego szwajcarskie radiostacje i Radio Luxembourg, a on wciąż pracował nad udoskonaleniem projektu. Jego fabryka zaczęła też produkować części do magnetofonu. Tak powstała Nagra II, a potem Nagra III, która synchronizowała wysokiej jakości dźwięk z klatkami taśmy filmowej. To dzięki niej, od 1958 roku filmowcy nie musieli już wozić na plan ciężkiego sprzętu. Nagra III zrewolucjonizowała światowe kino, radio i telewizję. W 1960 roku telewizja RAI zamówiła 100 magnetofonów Kudelskiego na potrzeby relacji z Igrzysk Olimpijskich w Rzymie.


© mat. prasowe Kudelski Group

Stefan Kudelski był wielbicielem żeglarstwa i lotnictwa. Założył nawet firmę lotniczą, którą podróżowali biznesmeni.

Na planie "Egzorcysty" i "Angielskiego pacjenta"

Jednym z pierwszych filmów, w których wykorzystano Nagrę, był "Czarny Orfeusz" Marcela Camusa z 1959 roku, nagrodzony Oscarem i Złotą Palmą. Po magnetofon Kudelskiego chętnie sięgali reżyserzy francuskiej Nowej Fali, m.in. François Truffaut, Claude Chabrol i Jean-Luc Godard oraz dokumentaliści. D.A. Pennebaker użył go do zarejestrowania trasy koncertowej Boba Dylana w 1965 roku.

Nagra była wytrzymała i sprawdzała się w trudnych warunkach, nawet w bardzo niskich temperaturach. Można ją było zabrać dosłownie wszędzie. "Od 1961 roku do początku lat 90. nie powstał żaden film bez magnetofonu Nagra" - podkreślał w "New York Timesie" dźwiękowiec Christopher Newman, laureat trzech Oscarów (za "Egzorcystę", "Amadeusza" i "Angielskiego pacjenta"). - Bez niego nie kręcilibyśmy takich filmów, jak dzisiaj" – dodał.


© mat. prasowe Kudelski Group



Szpiedzy i prezydent Kennedy

W latach 60. na potrzeby służb specjalnych fabryka Kudelskiego produkowała miniaturowe magnetofony SN Série Noire ("Seria Czarna"). Zamówiła je m. in. administracja prezydenta Kennedy'ego.

„Biały Dom miał takie magnetofony i rejestrował wszystko, co mówił prezydent i co mówiono prezydentowi. Tylko Biały Dom kupił te magnetofony w Japonii, bo sądził, że jeśli mają nazwę Nagra, to na pewno są japońskie. A to były produkty pana Stefana Kudelskiego z Lozanny - mówił w audycji „Widnokrąg” Polskiego Radia dziennikarz Karol Szyndzielorz.


© Wikimedia Commons, Hiendaudio, CC-BY-SA 3.0 http://creativecommons.org/licenses/by-sa/3.0/

Magnetofon SN Serie Noire

Aleksander Makowski, legenda polskiego wywiadu w książce "Zawód – Szpieg" wspomina: "Mie­li­śmy zna­ko­mi­ty sprzęt Na­gra Ste­fa­na Ku­del­skie­go (...) To był nie­wiel­ki – jed­na trze­cia stro­ny for­ma­tu A4 – ma­gne­to­fon szpu­lo­wy. Ta­śma była dość cien­ka, ale wy­star­cza­ła na trzy, czte­ry go­dzi­ny na­gra­nia. Sprzęt nie był lek­ki, ale wcho­dził do we­wnętrz­nej kie­sze­ni ma­ry­nar­ki. Oczy­wi­ście w le­cie, pod lnia­ną ma­ry­nar­ką, ra­czej nie dało się go no­sić, bo od­kształ­ce­nie ma­te­ria­łu było zbyt wi­docz­ne. Moż­na go więc było wsa­dzić do tyl­nej kie­sze­ni spodni albo przy­kle­ić ta­śmą do cia­ła. Ka­bel z mi­kro­fo­nem wy­pro­wa­dza­ło się przez rę­kaw lub pod kla­pę ma­ry­nar­ki. Wy­star­cza­ło, mi­kro­fo­ny były bar­dzo czu­łe" - tłumaczy Makowski.

Co ciekawe, Kudelski lubił bawić się nazwami swoich urządzeń. Jeden z prostych magnetofonów nazywał IS („Idiotensicher”), co miało znaczyć „każdy idiota na tym nagra”.

Spotkanie konstruktorów

Stefan Kudelski często podkreślał swoje pochodzenie. Odwiedzał też Polskę. Na YouTube można znaleźć fragment kroniki filmowej z lat 70., na której wspólnie z innym wybitnym inżynierem, Jackiem Karpińskim, ogląda skonstruowany przez niego pierwszy polski komputer - K-202.



"Poznałem Stefana w 1972 roku - opowiadał Karpiński w rozmowie z CRN.pl. - Przyjechał wtedy do Polski, oglądał K-202. Nakręciła to Polska Kronika Filmowa - >>Spotkanie konstruktorów<<. Jak wyjeżdżał, któryś z dziennikarzy zapytał, co chciałby kupić w Polsce. - Jacka Karpińskiego - odpowiedział Kudelski".

Karpiński pracował w jego firmie w Szwajcarii jako konsultant, ale po dwóch latach ich drogi się rozeszły.


© mat. prasowe Kudelski Group

Na zdjęciu Stefan Kudelski z synem André.

Magnetofony Nagra były standardem w branży filmowej, radiowej i telewizyjnej aż do nastania ery cyfrowej w latach 90. W 1991 r. Stefan przekazał fabrykę w ręce swojego najstarszego syna, André (z żoną Ewą inżynier miał w sumie piątkę dzieci). "Uwolniłem się od swoich służbowych obowiązków - mówił w audycji Polskiego Radia pt. "System" w tym samym roku. - Umyślnie to zrobiłem, żeby mieć trochę czasu na Polskę" - dodał.

Zmarł w 2013 roku w Szwajcarii, w wieku 83 lat.


Mariola Szczyrba, dziennikarka naszemiasto.pl

Korzystałam m.in. z: książek: "Kresy Kresów Stanisławów", Tadeusz Olszański, wyd. Iskry; "Zawód: szpieg"
Paweł Reszka, Michał Majewski, wyd. Czarna Owca oraz z archiwalnych audycji Polskiego Radia.

Zdjęcia: mat. prasowe/Nagra Kudelski Group

Komentarze (0)

Podane dane osobowe będą przetwarzane przez Polska Press Sp. z o.o. z siedzibą w Warszawie. Podanie danych jest dobrowolne. Pozostałe informacje na temat celu i zakresu przetwarzania danych osobowych oraz Twoich praw znajdziesz w Polityce Prywatności. Dodając komentarz, akceptujesz regulamin oraz Politykę Prywatności.

Zaloguj się / Zarejestruj się!

Brak komentarzy. Możesz być pierwszy!